Nie miałem z kim pogadać, dlatego piszę do Ciebie.

Na co dzień żyję za granicą, byłem około miesiąc temu na 3 tygodniowym urlopie w Polsce i zauważyłem w sobie pewną zmianę.

Zawsze byłem cichym, pokornym, skromnym chłopakiem. Wśród większej grupy znajomych, często bywałem tym z boku, który obserwuje i słucha.

Najczęściej zabierałem głos wyłącznie wtedy, gdy nie zgadzałem się w poruszanym temacie, bądź miałem większą wiedzę niż mówca i próbowałem przekazać część większej wiedzy reszcie. Również często pytałem, gdy coś było mi kompletnie niezrozumiałe i prosiłem o opowiedzenie całości w prostszym, bardziej zrozumiałym mi języku.

Stawałem się też duszą towarzystwa, ale to zazwyczaj w kameralnym gronie lub pod wpływem alkoholu. Mówi się, że w tym stanie człowiek staje się w 100% sobą, w moim odczuciu, jest w tym dużo prawdy, ale nie do końca.

W stanie upojenia wyrzucamy swoje emocje, trudy, ból i cierpienie, co jest nieodłącznym elementem naszego istnienia. Mówiąc: “pijany=prawdziwy” jest kompletnie odklejone od rzeczywistości, ponieważ alkohol oddaje emocje, ale czym są te emocje?

Jak zwykle to u mnie, odbiłem od tematu i poszedłem w kolejną myśl napotkaną w mojej głowie, wybacz! Całe szczęście pisząc, łatwo mogę wrócić do początku i dopiero teraz zauważam, jak jest mi to niezbędne do zrozumiałej komunikacji!

Rozmawiając wśród znajomych zauważyłem, że paplam, gadam i gadam nosz kurw. nie zamyka mi się gęba! Co jest! Nie znałem siebie kompletnie z tej strony i zacząłem zastanawiać się czym to jest spowodowane.

Pierwsza myśl dawno ich nie widziałem, jest mnóstwo do opowiedzenia, wiele historii, sytuacji, życiowych refleksji. Chcę się tym wszystkim ciekawym podzielić(oczywiście według mnie), ale kończę i z drugiej strony u mojego odbiorcy cisza. Brak pytań, dodania własnego punktu widzenia, zero reakcji, chwilę czekam, daję szansę, ale nic nie słyszę. Zapominam i nawijam dalej tak do końca.

Wychodzę ze spotkania, wracam do swoich czterech ścian i dalej męczy mnie fakt, co innego dziś jest we mnie. Może to, że ostatni rok spędziłem praktycznie w samotności i brakuje mi drugiego człowieka w codziennym życiu, może dlatego wykorzystywałem możliwość rozmowy do granic i potrzebowałem wyrzucić wszystko z siebie.

Szczerze, będąc za granicą nie próbowałem, może inaczej, nie natrafiłem na osoby, z którymi chciałbym wejść w głębsze relacje. Głównie z powodu mojego wyidealizowanego obrazu przyszłości i wartości, które chciałbym w niej zawrzeć, o czym może kiedyś głębiej przy okazji.

Jest w tym trochę sensu, ale czy to na pewno dlatego? Myślę dalej, bo w myślach niestety, nadal czuję się najpewniej.

Wracam do miejsca kiedy siedzę jak zawsze z boku i słucham. Gram drugoplanową postać, myślę co sprawiało wtedy, a dziś jest we mnie, że mimo braku reakcji i próby kontynuacji rozmowy, nic sobie z tym nie robię, a w dodatku w żaden sposób negatywnie nie wpływa na moje odczucia czy poczucie wartości?

Były 3 rzeczy bym otworzył buzię: moja niewiedza, czyjaś niewiedza, bądź inny punkt widzenia lub wiedziałem więcej w danym temacie niż reszta dookoła.

Idąc tym tropem, nie mogę przecież nie rozumieć, bo ciągle to ja nawijam, nikt nie głosi bredni, bo głos wciąż jest u mnie i czuję, że w końcu wiem, bo paradoksalnie po prostu wiem więcej!

Kocham mądrzejszych od siebie i zawsze to powtarzam!

Uwielbiam, gdy mogę uczyć się od innych, doceniam to niesamowicie na każdym kroku wśród swoich najbliższych!

A różnica między Pawełkiem, a panem Pawłem to uczucie bycia bogatszym, niestety jeszcze nie finansowo, ale bogatszym w wiedzę. To zmieniło się u mnie.

Czytam, więcej słucham i nie tylko samych dobrych rapsów! Więcej próbuję, testuję, doświadczam, wyciągam własne refleksje i czuję.

Czuję, że odkryłem w drobnym stopniu siebie po przebyciu długiej, trudnej trasy. Wiem również jak bardzo dużo czasu zabiera ta podróż.

I muszę przeczytać co ja tam popisałem wyżej, bo raz jeszcze zgubiłem się w myślach i przekazie kompletnie.

Już wiem! Krótko, do sedna, bo już znudziło mi się pisanie opowiadań.

Wcześniej nie gadałem, bo gówno wiedziałem, dziś wiem więcej, a że gówno robię, temu gadam, że robię, bo tak jest dużo prościej!

Co ważne w tym wszystkim jest to, że zaczynam być szczery.

Te moje gadanie jest moje, te życie jest moje. Pełne pasji, uśmiechu, szczęścia, radości z chwili w której jestem. I to, że gadam to po prostu pewien etap.

Etap, w którym chcę dzielić się tym co wiem o życiu, by pomóc bliskim przechodzić przez trudy życia łatwiej i radośniej niż bywało dotychczas, a to nie wymaga wiele wysiłku.

Los sprawił, że wiele już przebolałem, zapewne więcej przede mną, ale cierpienie sprawiło, że dziś jestem sobą tak bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a mimo, że szczena boli od upadków to jestem z siebie dumny i dziś tylko to ma dla mnie znaczenie.

No to powiem Ci, że szacuneczek mordeczko, że czytasz te biadolenie aż do końca! Serdeczne dzięki, pozdrawiam!